R E K L A M A

+ +3 - Sex, Drugs & Manchester United

Publicystyka dinos @20.09.2011 | Przeczytano 5400 razy

Sex, Drugs & Manchester United
Lepiej jest wygrać w słabym stylu, czy też przegrać mecz, ale za to stworzyć wspaniałe widowisko? To jest pytanie, które od dawna jest zadawane i wielu ludzi ma wiele teorii na ten temat. Istnieje porzekadło, że zwycięzców się nie ocenia, ale z drugiej strony kto lubi oglądać, jak drużyna stawia autobus w bramce i ogranicza się do wykopywania piłki jak najdalej od swojego pola karnego?

Albo kto lubi patrzeć, jak drużyna rozgrywa cały czas na swojej połowie, a podania są wymieniane jedynie pomiędzy defensywnymi pomocnikami, obrońcami i w końcu bramkarzem? Brzmi znajomo, co? Tak, na tym właśnie w poprzednim sezonie opierała się głównie gra Czerwonych Diabłów. Piłka wędrowała między Carrickiem, obrońcami i Van Der Sarem, aż w końcu ktoś wykopał ją do przodu, mając nadzieję, że jakimś cudem wyjdzie z tego bramkowa akcja. Nie była to gra ciekawa ani miła dla oka, jednak maksyma kibiców United, którą zresztą popieram, brzmiała: nie liczy się efektowność, a efektywność. No właśnie, czyli odpowiadając na pierwsze pytanie zadane w tym felietonie, można stwierdzić, że jednak więcej warte jest zwycięstwo w słabym stylu. Działało to całkiem nieźle, bo Manchester United osiągał bardzo dobre wyniki. W przeciągu pięciu ostatnich lat zdobył cztery tytuły mistrza Anglii, trzy razy był w finale Ligi Mistrzów i jeden z tych finałów wygrał oraz zdobywał kilka mniej ważnych tytułów. Właściwie jedyną rzeczą, którą ciężko zapomnieć z tego okresu są dwie fatalne porażki z Barceloną. Jednak zostawmy to, nie na tym mam zamiar się skupić, a na innej sprawie. Mianowicie, czy da się połączyć dobre wyniki z ciekawą grą? Odpowiedź na to pytanie jest całkiem prosta: Oczywiście, że się da.

Tutaj mimowolnie muszę znów powrócić do Dumy Katalonii, bo ona jako jedna z pierwszych wprowadziła to połączenie i tym samym zdominowała Europę, rozpoczynając jednocześnie pewien nowy rozdział w piłce nożnej. Od tego czasu wiele innych drużyn próbowało naśladować ten styl z mniejszym lub większym powodzeniem. Tak było z Arsenalem, czy też Borussią Dortmund, które to drużyny często porównywano do hiszpańskiego giganta. Wydaje mi się, że tego samego postanowił również spróbować sam sir Alex Ferguson, biorąc pod uwagę to, jak wygląda otwarcie sezonu przez Czerwone Diabły.

W swoim poprzednim felietonie napisałem, że jeśli SAF nie zakupi jakiegoś zawodnika na środek pola, będzie wiele ryzykował. Faktycznie, trener Manchesteru United postanowił zaryzykować i nie wzmocnił składu żadnym rozgrywającym, co wydawało się wręcz konieczne, biorąc pod uwagę odejście na emeryturę Paula Scholesa. Zamiast tego, sir Alex Ferguson postanowił postawić na Toma Cleverleya i postawić obok niego Andersona. Zagranie to było niewątpliwie zaskakujące, bo Anderson był znany z chimerycznej gry, a Tom nigdy nawet nie grał w oficjalnym meczu Czerwonych Diabłów. Jednak Szkot nie przestraszył się tego i… po raz kolejny miał rację. Nie będę się teraz rozwodzić nad jego geniuszem, jednak faktem jest, iż po raz kolejny boss miał nosa do tego, co robi i wyszły mu rzeczy niesamowite.

Zaczęło się średnio, można by rzec dobrego słabe początki. W pierwszym meczu Czerwone Diabły mierzyły się z drużyną WBA. Co prawda zdobyli trzy punkty, jednak to nie był mecz miły i przyjemny, a wynik także nie powalał. Biorąc pod uwagę to, jak prezentował się Manchester United w poprzednim sezonie, nikogo to szczególnie nie dziwiło. Tak więc należało wtedy zapomnieć o tym, cieszyć się z trzech punktów w pierwszej kolejce i skupić na pierwszym poważniejszym przeciwniku, jakim miał być Tottenham. Koguty od dawna nie wygrały na OT, toteż porażki raczej się nikt nie spodziewał. Jednak pomijając zwycięstwo, Czerwone Diabły wygrały to spotkanie w bardzo dobrym stylu, co cieszyło podwójnie. Jednak można powiedzieć, że drużyna z Londynu to zespół, który naszym "leży", więc nie było po tym spotkaniu specjalnej euforii. Aż nadszedł mecz z Arsenalem.

Spotkanie z kolejną drużyną z Londynu chyba zapadnie każdemu kibicowi ligi angielskiej w pamięci. To, co drużyna z Manchesteru zrobiła z Arsenalem to nie był nawet pogrom. To była istna masakra piłą mechaniczną, "Kanonierzy" zostali zmiażdżeni i na nic nie zdały się dwie zdobyte przez nich bramki, czy też wysiłki Wojciecha Szczęsnego. Wynik 8:2, ośmieszenie Arsenalu i świetny humor wśród kibiców jak i piłkarzy Manchesteru United. Jednak mimo wszystko, fani zachowywali zimną krew. Przed meczem z Boltonem zdania były podzielone. Jedno stawiali na kolejny pogrom, a reszta przypominała, że drużyna Arsenalu jest w tym sezonie kompletnie rozbita, poza tym mecz grany jest na wyjeździe. Nawoływali oni do zachowania spokoju i obstawiali na skromne zwycięstwo. Rację mieli Ci pierwsi i kiedy Czerwone Diabły pokonały Bolton 5:0, wśród kibiców zapanowała totalna euforia. Jednak ten mecz miał również swoja czarną stronę. Kontuzji nabawił się Tom Cleverley, czyli jeden z tych, którzy w głównej mierze przyczyniali się do efektownych zwycięstw drużyny z Manchesteru.

Mimo to kibice byli pozytywnie nastawieni do spotkania z największym rywalem Czerwonych Diabłów z kilku ostatnich sezonów, czyli z drużyną Chelsea. Niektórzy kolejny raz obstawiali pogrom, inni mówili o tym, że Chelsea nie można zlekceważyć, jednak mimo wszystko, każdy był pewny, że Manchester United to spotkanie wygra. Jak się okazało mieli rację, chociaż mecz ten był strasznie dziwny. Nie było to spotkanie fenomenalne, nie było także nudne, było po prostu dziwne; nie umiem znaleźć innych słów, aby to opisać. W każdym bądź razie Diabły wygrały kolejne spotkanie i wyprzedziły Manchester City, stając się samodzielnym liderem. Są powody do zadowolenia.

Celowo pominąłem mecz Ligi Mistrzów z Benficą. Dlaczego? Już wyjaśniam. Mam zamiaru użyć tego spotkania w roli swojego rodzaju porównania. Spójrzmy na skład, w jakim zagrały Czerwone Diabły, a szczególnie skupmy się na linii pomocy.

Park – Giggs – Carrick – Fletcher – Valencia

W zeszłym sezonie taka linia pomocy, byłaby jedną z lepszych, na jaką moglibyśmy sobie pozwolić. W tym sezonie dostała nalepkę z wielkim, czerwonym napisem "rezerwa". I dla mnie spotkanie z Benficą było właśnie pokazaniem takiego Manchesteru United z poprzedniego sezonu. Może bez powalających akcji, ale konsekwentnego aż do bólu i dążącego do celu z zaciętością, której można by wręcz pozazdrościć. Koniec końców cel udało się osiągnąć, bo był to najtrudniejszy mecz w fazie grupowej i remis wcale złym wynikiem nie jest. Jednak porównując ten mecz chociażby z grą Manchesteru w meczu z Boltonem czy Arsenalem, to spotkanie w ramach Ligi Mistrzów można określić mianem kiepskiego widowiska. Zabrakło błyskotliwych akcji, od których ręce aż same składałyby się do oklasków. Widzieliśmy za to grę opierającą się głównie na szybkich kontrach.

Do czego zmierzam. Otóż z czystym sumieniem mogę zakrzyknąć: wolę ten Manchester z meczów z Boltonem, Arsenalem i Tottenhamem. Nie chce już widzieć tego Manchesteru, który męczył się praktycznie z każdym przeciwnikiem, nie chcę już widzieć tego Manchesteru z meczu z Benficą!
Co stoi na drodze temu, abym mógł znów cieszyć się piękną grą Diabłów? Wygląda na to, że jest to Tom Cleverley, a właściwie to jego brak. Najlepszym przykładem niech będzie mecz z Chelsea. Środek pola reprezentowali tam Anderson oraz Fletcher. Jak wyglądała gra drużyny z czerwonej części Manchesteru? Nie było źle, ale nie było też najlepiej. Były sytuacje i całkiem niezła gra, ale jednocześnie nie było tego błysku, gry z klepki i idealnych podań na wolne pole. Można oczywiście powiedzieć, że drużyna o takiej klasie jak Chelsea po prostu nie pozwoli na coś takiego, jednak gdyby mnie się ktoś pytał o zdanie, to powiem, że zaważyłem właśnie brak Toma i tej wersji będę się trzymać.

Na początku felietonu napisałem, że Manchester United bierze przykład z Barcelony. Otóż poprawię sam siebie i stwierdzę, że nie jest to do końca prawdą. Owszem, Czerwone Diabły trochę pożyczają z gry Katalończyków, jednak gra drużyny z Hiszpanii opiera się głównie na wielu podaniach przed polem karnym, tak jakby chcieli uśpić obrońców przeciwnika, aby wreszcie zadać miażdżący cios i strzelić bramkę. Natomiast drużyna z Manchesteru gra trochę inaczej, oczywiście zdarza się, że wymienią kilka szybkich podań z klepki, aby zakończyć to piękną, prostopadłą piłką, jednak zazwyczaj jest to po prostu szybki atak, szybkie podania i jak najszybsza próba odnalezienia szansy na zdobycie bramki. Przynajmniej ja to w tej chwili tak widzę.

Kończąc mój wywód, powrócę do pytania, czy da się połączyć ciekawą i dającą dużo przyjemności piłkarzom jak i kibicom grę, z dobrymi i satysfakcjonującymi wynikami. Jak już napisałem, da się. Teraz zadam pytanie, czy robi to Manchester United? Jak na razie tak i robi to wręcz bezbłędnie, przynajmniej w meczach ligowych. Robi to w takim stylu, że od tej gry można się wręcz… uzależnić. Dlatego też z niecierpliwością czekam na powrót Toma Cleverleya na boisko i trzymam kciuki za to, że kontuzja nie będzie miała wpływu na jego grę, bo jeśli powróci w tej samej formie, którą prezentował w pierwszych kolejkach ligi angielskiej, to znów będę miał przyjemność oglądać "nowy" Manchester United.

Tak więc: Sex, Drugs & Manchester United!

Tagi: Felietony, Forma, Liga Mistrzów, Manchester United, Premier League

Komentarze (13)

Poziom: 40
dodano: 22.09.2011, 18:19, #13 Zwiń/Pokaż komentarz bolsik5

Miquel_17 napisał:



> @ bolsik5.. nie myl pojęć bo z Blackburn to my nie graliśmy jeszcze w tym sezonie!

pzdr.


ajć sorki pomyliło mi się z Boltonem
Poziom: 21
dodano: 22.09.2011, 00:21, #12 Zwiń/Pokaż komentarz Miquel_17


> @ bolsik5.. nie myl pojęć bo z Blackburn to my nie graliśmy jeszcze w tym sezonie!

pzdr.
Poziom: 40
dodano: 21.09.2011, 14:19, #11 Zwiń/Pokaż komentarz bolsik5
Myślę, że po 7 meczach sezonu za wcześnie jest by pisać, że gramy najlepiej i jesteśmy nie do zatrzymania, ale... ale z taką grą, to żaden środek pola nas nie zatrzyma, dlaczego, bo w dwóch akcjach Jonesa(mecz z Blackburn i Chelsea), to druga linia była cała minięta 3 podaniami i taka gra musi diabełkom wejść w nawyk, klepka na najwyższych obrotach, dzięki niej zyskujemy tyle przestrzeni, że spokojnie wygramy z każdym
Poziom: 21
dodano: 21.09.2011, 09:25, #10 Zwiń/Pokaż komentarz Eggman1992
Felieton naprawdę świetny, nawet zgadzam się z autorem w tym co tu napisał.
Poziom: 41
dodano: 21.09.2011, 07:38, #9 Zwiń/Pokaż komentarz wielkifanMU (1/3)
Dobry felieton, trzeba przyznać.
Jednak ja osobiście, tak bardzo nie rozczulam się z powodu braku Cleverleya. W końcu to jest człowiek którego da się zastąpić.

Piłka nożna to nie tylko środek pola, to także skrzydła, napastnicy... itd. Więc absolutnie nie mogę się zgodzić tutaj ze stwierdzeniem, że na przeszkodzie tej efektownej gry Red Devils stoi, brak Toma.
Z Chelsea słabo zagrał Anderson, który w pozostałych spotkaniach podobnie jak Cleverley spisywał się bardzo dobrze. Jednak za to należałoby wyróżnić Fletchera. Po wirusie wrócił do gry, to był jego pierwszy mecz w tym sezonie i proszę bardzo.
Trzeba otwarcie przyznać, iż cała drużyna nie grała dobrze, ale za to na naszego defensywnego/środkowego pomocnika zawsze można było liczyć. A do tej pory Cleverley spisywał się przyzwoicie razem ze swoim partnerem w środku pola gdy cała ekipa grała świetny futbol. Za to trzeba, jeszcze raz wyjątkowo wyróżnić Darrena.

Poczekajmy jeszcze chwilę, zobaczymy co będzie młody Anglik prezentował po kontuzji. Na razie podstawową parą ŚP, jest Fletcher z Andersonem. Tyle, że Brazylijczyk musi zacząć grać, jeśli nie chce aby w przyszłości stracił miejsce w pierwszej "11" na rzecz na przykład Cleverleya.

Trzeba przyznać, iż mamy kilka alternatyw jeśli chodzi o środek pola. Jakby jeszcze do tej układanki dołożyć Sneijdera, to byłoby jednym słowem bosko, ale to niestety jest już za późno.

A jeśli chodzi o te porównania do gry Barcelony, to teraz mam wrażenie, iż Man City, trochę próbuje naśladować Hiszpanów. Grają podobną piłkę, ofensywną. Jednak zobaczymy co pokażą, ale dopiero z tymi jeszcze lepszymi zespołami.

My również gramy efektownie, wygrywamy wszystkie mecze w Anglii, i to nie jest zasługa jednego grajka, tylko całej drużyny, która składa się z 11 świetnych zawodników.
Poziom: 21
dodano: 21.09.2011, 02:35, #8 Zwiń/Pokaż komentarz Miquel_17


> @ dinos.. dobry i ciekawy felieton. Podoba mi się treść tekstu i raczej uwzględniłeś w nim fakty, choć nie wiadomo czy jest / będzie tak do końca, czas pokaże. Mimo wszystko ja odbieram to podobnie i na chwilę obecną tak to właśnie wygląda.

Zgadzam się również całkowicie z kolegą poniżej [united8] co do 3 i 4 podpunktu. Fakt, Cleverley robi różnicę, ma ten błysk, przyspieszenie, energię, tempo gry, szybkie i doskonałe podanie itd. ale reszta naszej nowej armii również wnosi wiele zmian do naszego teraźniejszego stylu gry: Welbeck, Smalling, Jones, Young czy nawet De Gea.. świerzy i odbudowany Rooney i Nani..

Tak czy inaczej - wchodzimy w nową erę, budujemy nowy Manchester United, nowy styl gry, taktykę i zapi[...]alamy po Puchary > bo jesteśmy od nich uzależnieni! ;)

Pzdr.
Poziom: 21
dodano: 21.09.2011, 01:51, #7 Zwiń/Pokaż komentarz united8
Hmm. Liberum veto, nie zgadzam się, wolna elekcja !

1. w sezonach 06/07 i 07/08 graliśmy najpiękniejszy football.

2. Oba zespoły (Barca i Manchester) korzystały z tego samego podręcznika, tzn. źrodła. Jak dla Mnie byl to Football totalny Holandii i Ajaxu z lat 70'tych. Manchester jest w budwoie, a już widać taki efekt. Zobaczymy który styl wygra. Czy jesteśmy gotowi na Barcę ? To się okaże.

3. Clev i owszem, ale jak dla Mnie to w równej mierze Smalling, Jones oraz Young. A gdy do tego dodamy Rooneya w obecnej formie i Naniego w formie, to efekt widać (patrz na tabele).

4. Uzależnia, jak ja [***]e. Tu się zgodzę !
Poziom: 21
dodano: 21.09.2011, 00:19, #6 Zwiń/Pokaż komentarz szimeon
Czytając to znalazłem kilka zdań z którymi się nie zgadzam. Nie uzależniajmy naszej pięknej i skutecznej gry od Toma. Oczywiście nie odbieram mu zasług które włożył w te mecze ale to dopiero początek i bądźmy jeszcze ostrożni co do tego. I trzymam kciuki za rozwinięcie jego kariery jak za każdego diabła.

I jeszcze co do zapożyczania od Barcelony. Nie zgadzam się zupełnie. Koncepcja gry ManU jest zupełnie inna. Jeśli jest klepka, jest ona oparta na takiej dynamice której nie prezentuje żaden zespól na świecie. Jest ona taka energiczna i szybka, a Barca ma taką spokojną, lecz również skuteczną.
Poziom: 21
dodano: 20.09.2011, 23:47, #5 Zwiń/Pokaż komentarz Lucyferdek
Swietny felieton, wiedac ze brakuje Toma, w meczu z Chelsea wlasnie srodek pola byl najslabszy.
Poziom: 31
dodano: 20.09.2011, 23:38, #4 Zwiń/Pokaż komentarz solit

Eggman1992 napisał:

o seksie i drugach nic nie pisze.
teraz gramy tak, że pała staję, a nie jak pały w poprzednich sezonach, aby 1:0 wymęczyć. Ot co!
Poziom: 45
dodano: 20.09.2011, 23:33, #3 Zwiń/Pokaż komentarz Redakcja: xmilkaax

Eggman1992 napisał:

Temat dziwny,


O to chodzi. :) Tytuł musi zachęcić do przeczytania.
Mi tam się felieton podoba :) Na plus!
Poziom: 21
dodano: 20.09.2011, 23:25, #2 Zwiń/Pokaż komentarz utd120
fajny felieton ja oczywiście zgadzam się z tym że da się połączyć grę efektowną z efektywną i nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
Poziom: 21
dodano: 20.09.2011, 23:18, #1 Zwiń/Pokaż komentarz Eggman1992
Temat dziwny, o seksie i drugach nic nie pisze.

Komentarze (13)