R E K L A M A

+ +1 - Comeback. Remis. Koniec zwycięskiej passy. MU 2:2 Burnley

Relacje marsalis @30.01.2019 | Przeczytano 851 razy

Comeback. Remis. Koniec zwycięskiej passy. MU 2:2 Burnley

O tym, że nie można tylko wygrywać wiedzieliśmy doskonale, jednak mało kto z kibiców Manchesteru United spodziewał się przerwania zwycięskiej serii w meczu z Burnley na własnym stadionie. 

Na początek muszę wylać swoje prywatne żale - nie lubię spotkań ligowych w środku tygodnia. Jeszcze o ile w okresie świąteczno-noworocznym ma to swój specyficzny klimat, o tyle pod koniec stycznia po prostu mój organizm protestuje. Nie czuję tyle satysfakcji z widowiska ile dają mi te sobotnie i niedzielne spotkania, kiedy mogę ze spokojem zasiąść przed telewizorem czy komputerem i bez żadnych innych obowiązków na głowie, rozkoszować chwilą. 

Zmierzając jednak do meritum, czyli dzisiejszego spotkania przeciwko Burnley. Jego przebieg (z wyłączeniem bramek) chyba nikogo nie zaskoczył. Manchester United ponownie był siłą przeważającą na boisku, siedział na rywalu i próbował konstruować akcje po szybkiej kombinacyjnej grze. Szkoda kilku niewykorzystanych sytuacji, szczególnie tej Marcusa Rashforda, który dostał świetną piłkę w polu karnym od Romelu Lukaku. Belg chwilę wcześniej ładnie się zastawił i poczekał na Rashforda, nieczyste kopnięcie przez Anglika spowodowało jednak, że na Old Trafford słychać było głośny jęk zawodu. 

Po przerwie było jakoś tak... dziwnie. Oczywiście bramka stracona nie po błyskotliwej akcji podopiecznych Seana Dyche'a tylko po babolu duetu Phil Jones - Andreas Pereira. Ten pierwszy mógł po prostu wyekspediować piłkę do zawodnika, który nie był pod presją rywala. Ten drugi mógłby niestety nie wychodzić dzisiaj na boisko. Strasznie mi szkoda Andreasa Pereiry, jego kariera przez wiele lat była obserwowana przez kibiców United na całym świecie. Głośno domagano się jego wprowadzania do drużyny seniorskiej. Problem polegał na tym, że gdy Pereira się pojawiał to grał przeciętnie. Wtedy się jeszcze mówiło, że to kwestia wieku, że młody, że talent i że ma jeszcze czas. No i pewnie była to prawda. Potem wypożyczenia do La Liga gdzie w Granadzie i Valencii spisywał się całkiem nieźle. W końcu powrót do Manchesteru, tym razem jako już ukształtowany zawodnik, który ma dać możliwość poszerzenia składu, ktoś kto stanie się niezła alternatywą na rotację składu. I co? I blado. Pereira nie jest w stanie przekonać do siebie ani kibiców, ani szkoleniowców. Jest bezbarwny notuje głupie straty, nie pokazuje umiejętności technicznych, za które w młodych latach był przecież wychwalany. W karierze tego zawodnika z pewnością niebagatelną rolę odegrało wystawianie go na różnych pozycjach. Ja osobiście pamiętam go głównie jako ofensywnego zawodnika grającego w bocznym sektorze boiska, ewentualnie jako klasyczną 10, podwieszoną pod napastnikami. W Manchesterze United jest natomiast wystawiany w środku pola, ma więcej zadań defensywnych, większą odpowiedzialność i mniejszą swobodę. Nie jest to z pewnością optymalna pozycja dla Andreasa, albo przynajmniej ja subiektywnie go na niej nie widzę, z kolei na skrzydłach nie ma za bardzo kogo "wygryźć" ze składu. Smutna prawda jest taka, a smutna bo mówimy jednak o piłkarzu, który trafił do Manchesteru jako młodzik, że czas nadszedł na pożegnanie się z Andreasem. Nie dlatego, że gra źle, ale dlatego żeby odnalazł dla siebie optymalne miejsce. Może zmiana klubu, ligi, otoczenia, pozytywnie wpłynie na tego chłopaka. Widać było w dzisiejszym spotkaniu, gdy trener zdjął go z boiska w drugiej połowie jak wściekły był na siebie po tym katastrofalnym błędzie, który doprowadził do bramki rywala. Może jego dyspozycja to nie tylko kwestia umiejętności, być może w jego głowie odbywa się walka, której nie jest w stanie wygrać.

Wracając jednak do przebiegu spotkania, to rzecz jasna Burnley mając pół akcji i korzystając z błędu Pereiry strzela na 1:0, kto by się spodziewał. Potem scenariusz wrócił do normy i to Manchester United napierał na bramkę Toma Heatona. Tego Heatona, który dla bardziej pamiętliwych kibiców jest prawdziwą zmorą. Zawsze mi się wydaje, że to akurat przeciwko Czerwonym Diabłom ten bramkarz wspina się na wyżyny swoich umiejętności. Bramkarz, który jest przecież Czerwonych Diabłów wychowankiem. Kilka naprawdę genialnych interwencji, bardzo sytuacyjnych, w obydwu połowach spotkania, kto wie jaki by był wynik, gdyby dostępu do bramki bronił chociażby Joe Hart. 

Potem znowu psikus i błąd w ustawieniu linii obrony. Ashley Young pozostawiony samotnie z Chrisem Woodem skaczącym do dośrodkowania? To nie mogło się dobrze skończyć. Para środkowych obrońców poszła zwiedzać inne rejony murawy, a Burnley w swoim stylu: Dośrodkowanie na wysokiego drwala - główka - gol, podwyższyło w 81 minucie wynik spotkania na 2:0. 

Impuls dla drużyny? Chyba tak, bo jakby żwawiej zaczęli konstruować swoje akcje podopieczni OGS. W 87 minucie piłkarze Burnley odwdzięczyli się za prezent Pereiry i faulowali Lingarda w polu karnym, w sposób głupi i nierozważny. Podczas gdy Paul Pogba zaczął drobić kroki, ja zdążyłem wyskoczyć do sklepu, umyłem naczynia po kolacji i wyprasowałem koszulę na jutrzejszy dzień, ale koniec końców Francuz trafił do siatki. Napór trwał, trochę bez ładu, trochę bez składu, ale trwał. Piłkarze niesieni dopingiem z trybun za wszelką cenę chcieli wyrwać choćby jeden punkt. W końcu się to udało w doliczonym czasie gry, strzelcem gola był Victor Lindelöf, na więcej piłkarzy niestety nie było dzisiaj stać. 

Czy to był rozczarowujący wieczór? Trochę tak. Manchester był drużyną przeważającą, która straciła bramki po prostych błędach. Jednakże cieszyć może postawa MU w końcówce i chęć doprowadzenia do chociażby remisu. Przypominać to mogło nieco słynny "Fergie Time", w nowej "norweskiej" odsłonie. Czekamy z niecierpliwością na kolejne mecze, a ten traktujemy jako chłodny prysznic, bo przecież nie może być zawsze idealnie. 

Tagi: Ashley Barnes, Burnley, Chris Wood, Deco, Jonathan Moss, Old Trafford, Paul Pogba, Premier League, Relacje z meczów, Remis, Rzuty karne, Sędziowie, Victor Lindelöf

Komentarze (2)

Poziom: 38
dodano: 30.01.2019, 08:23, #2 Zwiń/Pokaż komentarz blackrose
Nie wiem jak wygląda AP na treningach nie widziałem. Nie wiem jak grał w Hiszpanii bo nie oglądam LL. Wiem tylko tyle co widziałem u nas. Bardzo słabo!!!
Mata jest wolniejszy od wszystkich w naszej drużynie i co gorsza od wszystkich przeciwników . Dlatego grając w 9 przeciw 11 remis 2:2
Poziom: 1
dodano: 30.01.2019, 11:14, #1 Zwiń/Pokaż komentarz Ekspert
To już wina Morinho który robił z niego Carricka, teraz ten asystent doradził aby go tam wystawiać.

Komentarze (2)